Historia wyspy.
Wiele tysięcy lat temu na ziemi żył człowiek który nosił imię Abjéctio, był on skromnym i biednym mieszkańcem, Bieszczad. Jego życie nie było proste.
Urodził się w małej wiosce nie opodal Dunaju. Gdy przyszedł na świat pobliski szaman, ogłosił że w małym Abjéctio'im kryje się coś co może nieść zagładę wiosce, jego rodzice którzy byli i tak już zbyt biedni by go wychować porzucili go w pobliskim lesie. dzieciątko zostało znalezione przez Bacę, który wychował go jak własne dziecko. Niestety w wieku 7 lat Abjéctio został pogryziony przez wilka, gdyby nie pomoc zielarki która tego dnia zbierała w lesie zioła nie przeżyłby. Staruszka podała bu fiolkę z wywarem z Herbam Lupum i kazała pić codziennie po łyku, wywar ten jednak krył w sobie tajemnice. Resztę dzieciństwa Abjéctio spędził w domu pod opieką przybranego ojca, który nauczył go opanowywać uczucia. Gdy dorósł, Baca opowiedział mu że nie jest jego ojcem, a także całą historię jego życia. Abjéctio obiecał sobie zemstę na prawdziwych rodzicach, pożegnał ojca i ruszył w poszukiwanie znienawidzonych, krewnych. Wędrował wiele dni lecz miał szczęście znaleźć wioskę, tak samo poszczęściło mu się że nikt go nie poznał. Odnalazł dom swoich rodziców, zajrzał do środka a to co zobaczył spowodowało że aż popłynęła mu łza z oka. Jego rodzice siedzieli szczęśliwie w domu z dwójką dzieci. Musiało to być jego rodzeństwo, Abjéctio wściekły pomyślał że chciałby, żeby to ich wszystkich pogryzły wilki, na marne zdały się lekcje z człowiekiem, który według niego był jedyną osobą godną miana jego rodzica. Złość opanowała cale jego ciało, które w ciągu kilku sekund przyjęło postać wilka, wbiegł do domu.
- Poznajecie mnie, to wszystko przez was, pozbyliście się mnie a teraz jakby nigdy nic żyjecie sobie szczęśliwi. - Krzyknął, nie dał rodzicom czasu na odpowiedź, rzucił się na nich z otwartymi szczękami, po czym rozszarpał ich ciała, odwrócił się w stronę braci.
-Wy nie jesteście temu winni. Powiedział patrząc im w oczy, wyskoczył przez okno i w powietrzu przyjął ludzką postać. Tym razem miał pecha, mieszkające obok małżeństwo usłyszało hałas,i zaalarmowało straże, które zdążyły już dobiec do domu, i czekały na niego. Strażnicy złapali go i zabrali do lochów gdzie miał czekać, już tego samego wieczoru stanąć miał przed sądem.
Gdy zrobiło się ciemno za kratami stali znani już mu strażnicy, którzy po chwili zaprowadzili go przed oblicze starszych i pilnowali.
- Ten człowiek to Abjéctio syn Iratusów. - Powiedział najstarszy z sędziów. W tłumie zrobiło głośno.
-Dziś wrócił do wioski, i w nieznany nam sposób zabił swoich rodziców. - Poinformował lud.
- Nasz szaman miał rację, on niesie zgubę. -Zaczęły się szepty.
-Czy masz coś na swoją obronę? - Trzy krotnie siwiec zapytał chłopaka, lecz nie usłyszał odpowiedzi.
- Milczysz ,a więc jesteś świadom tego co zrobiłeś. Jedyną karą jaka będzie sprawiedliwa będzie twoja śmierć. - Tłum nie ukrywał radości. Z pomiędzy ludzi wyślij młodsi bracia Abjéctio'ego.
-Prosimy o politowanie dla niego, rodzice wyrządzili mu już wiele krzywdy, a on widząc że dla na byli inni i tak nas oszczędził, więc chcemy by żył.- Stwierdzili zgodnie.
-Na pewno tego chcecie? -Upewnił się.
-Tak. -Odpowiedzieli bracia.
-Więc z łaski swoich braci, zostaniesz przy życiu, lecz nie będziesz miał w stępu do naszej wioski, zostajesz wygnany. - Sędzia ogłosił wyrok.
Gdy ludzie się rozeszli wygnanemu pozwolono jeszcze podziękować i pożegnać braci, a dali mu oni w prezencie żołądź.
Gdy Abjéctio opuścił wioskę wędrował wiele lat myśląc o swojej dziwnej przemianie , niestety wszędzie go wyganiano, bo wieści o nim rozeszły się po całym świecie. Gdy młodzieniec doszedł do końca ziemi, tam gdzie zaczynała się rozległa woda, do ręki wziął trochę gliny i kamieni, zamoczył je i uformowaną kulę rzucił w górę myśląc o tym że nadal nie ma domu. Ku jego przerażeniu ziemia zaczęła się trząść, a piach i drobne skały wirować ku górze, przestraszony zasłonił oczy. Gdy zrobiło się cicho powoli z niepewnością otworzył powieki, to co zobaczył było piękne, na wodzie unosiła się wyspa, nie wiedział skąd się ona wzięła i chodź zaczynał bać się swoich zdolności (tak domyślał się ze to jego zasługa) wskoczył na nią i z szokowany wbił w ziemię jedyną rzecz jaką miał, żołędzia którego dostał od braci. Wyspa zaczęła się unosić a z ziemi wyrósł gruby na metr dąb. Na wyspie było pięknie, Abjéctio był zachwycony licznymi górami i wodospadami. Jedyne czego mu brakowało to rodzina. Gdy poznał wyspę spotkał piękną długowłosą brunetkę o brązowych oczach, wyglądała tak jak zawsze wyobrażał sobie ideał. Abjéctio wiedział już że ma niezwykła moc, z ksiąg dowiedział się że jest to magia, i że tworząc wyspę musiał podświadomie myśleć o przepięknej dziewczynie. nie przeszkadzało mu to jednak. Był naprawdę szczęśliwy, założył rodzinę a jego potomkowie żyją na wyspie do dziś, z pokolenia na pokolenie odziedziczając jego zdolności.
Urodził się w małej wiosce nie opodal Dunaju. Gdy przyszedł na świat pobliski szaman, ogłosił że w małym Abjéctio'im kryje się coś co może nieść zagładę wiosce, jego rodzice którzy byli i tak już zbyt biedni by go wychować porzucili go w pobliskim lesie. dzieciątko zostało znalezione przez Bacę, który wychował go jak własne dziecko. Niestety w wieku 7 lat Abjéctio został pogryziony przez wilka, gdyby nie pomoc zielarki która tego dnia zbierała w lesie zioła nie przeżyłby. Staruszka podała bu fiolkę z wywarem z Herbam Lupum i kazała pić codziennie po łyku, wywar ten jednak krył w sobie tajemnice. Resztę dzieciństwa Abjéctio spędził w domu pod opieką przybranego ojca, który nauczył go opanowywać uczucia. Gdy dorósł, Baca opowiedział mu że nie jest jego ojcem, a także całą historię jego życia. Abjéctio obiecał sobie zemstę na prawdziwych rodzicach, pożegnał ojca i ruszył w poszukiwanie znienawidzonych, krewnych. Wędrował wiele dni lecz miał szczęście znaleźć wioskę, tak samo poszczęściło mu się że nikt go nie poznał. Odnalazł dom swoich rodziców, zajrzał do środka a to co zobaczył spowodowało że aż popłynęła mu łza z oka. Jego rodzice siedzieli szczęśliwie w domu z dwójką dzieci. Musiało to być jego rodzeństwo, Abjéctio wściekły pomyślał że chciałby, żeby to ich wszystkich pogryzły wilki, na marne zdały się lekcje z człowiekiem, który według niego był jedyną osobą godną miana jego rodzica. Złość opanowała cale jego ciało, które w ciągu kilku sekund przyjęło postać wilka, wbiegł do domu.
- Poznajecie mnie, to wszystko przez was, pozbyliście się mnie a teraz jakby nigdy nic żyjecie sobie szczęśliwi. - Krzyknął, nie dał rodzicom czasu na odpowiedź, rzucił się na nich z otwartymi szczękami, po czym rozszarpał ich ciała, odwrócił się w stronę braci.
-Wy nie jesteście temu winni. Powiedział patrząc im w oczy, wyskoczył przez okno i w powietrzu przyjął ludzką postać. Tym razem miał pecha, mieszkające obok małżeństwo usłyszało hałas,i zaalarmowało straże, które zdążyły już dobiec do domu, i czekały na niego. Strażnicy złapali go i zabrali do lochów gdzie miał czekać, już tego samego wieczoru stanąć miał przed sądem.
Gdy zrobiło się ciemno za kratami stali znani już mu strażnicy, którzy po chwili zaprowadzili go przed oblicze starszych i pilnowali.
- Ten człowiek to Abjéctio syn Iratusów. - Powiedział najstarszy z sędziów. W tłumie zrobiło głośno.
-Dziś wrócił do wioski, i w nieznany nam sposób zabił swoich rodziców. - Poinformował lud.
- Nasz szaman miał rację, on niesie zgubę. -Zaczęły się szepty.
-Czy masz coś na swoją obronę? - Trzy krotnie siwiec zapytał chłopaka, lecz nie usłyszał odpowiedzi.
- Milczysz ,a więc jesteś świadom tego co zrobiłeś. Jedyną karą jaka będzie sprawiedliwa będzie twoja śmierć. - Tłum nie ukrywał radości. Z pomiędzy ludzi wyślij młodsi bracia Abjéctio'ego.
-Prosimy o politowanie dla niego, rodzice wyrządzili mu już wiele krzywdy, a on widząc że dla na byli inni i tak nas oszczędził, więc chcemy by żył.- Stwierdzili zgodnie.
-Na pewno tego chcecie? -Upewnił się.
-Tak. -Odpowiedzieli bracia.
-Więc z łaski swoich braci, zostaniesz przy życiu, lecz nie będziesz miał w stępu do naszej wioski, zostajesz wygnany. - Sędzia ogłosił wyrok.
Gdy ludzie się rozeszli wygnanemu pozwolono jeszcze podziękować i pożegnać braci, a dali mu oni w prezencie żołądź.
Gdy Abjéctio opuścił wioskę wędrował wiele lat myśląc o swojej dziwnej przemianie , niestety wszędzie go wyganiano, bo wieści o nim rozeszły się po całym świecie. Gdy młodzieniec doszedł do końca ziemi, tam gdzie zaczynała się rozległa woda, do ręki wziął trochę gliny i kamieni, zamoczył je i uformowaną kulę rzucił w górę myśląc o tym że nadal nie ma domu. Ku jego przerażeniu ziemia zaczęła się trząść, a piach i drobne skały wirować ku górze, przestraszony zasłonił oczy. Gdy zrobiło się cicho powoli z niepewnością otworzył powieki, to co zobaczył było piękne, na wodzie unosiła się wyspa, nie wiedział skąd się ona wzięła i chodź zaczynał bać się swoich zdolności (tak domyślał się ze to jego zasługa) wskoczył na nią i z szokowany wbił w ziemię jedyną rzecz jaką miał, żołędzia którego dostał od braci. Wyspa zaczęła się unosić a z ziemi wyrósł gruby na metr dąb. Na wyspie było pięknie, Abjéctio był zachwycony licznymi górami i wodospadami. Jedyne czego mu brakowało to rodzina. Gdy poznał wyspę spotkał piękną długowłosą brunetkę o brązowych oczach, wyglądała tak jak zawsze wyobrażał sobie ideał. Abjéctio wiedział już że ma niezwykła moc, z ksiąg dowiedział się że jest to magia, i że tworząc wyspę musiał podświadomie myśleć o przepięknej dziewczynie. nie przeszkadzało mu to jednak. Był naprawdę szczęśliwy, założył rodzinę a jego potomkowie żyją na wyspie do dziś, z pokolenia na pokolenie odziedziczając jego zdolności.
pomysł bardzo fajny, napisane trochę niechlujnie no i znalazłoby się kilka błędów, ale widać, że strasz się pracować nad tymi niedoskonałościami ;)
OdpowiedzUsuńiza