niedziela, 10 listopada 2013

Cruento Mucrone

  Od wieczoru, którego Mirrogo przeszedł ceremonię minęło już dwa dni. Czas ten chłopak spędził na podziwianiu swoich zdolności. Pierwszego dnia od świtu do zachodu słońca przybierał postać Wilka - Finis Nix (tak nazwali go w plemieniu ze względu na jego wygląd po zmianie postaci) a kiedy już udało mu się zmienić kształt, biegał pomiędzy drzewami i wył by pokazać, że nie czuje strachu. Po kilku godzinach biegania dołączył do niego jego przyjaciel Zorit i razem zaczęli ćwiczyć sztukę magiczną, na  podstawie zaklęć poznanych z kopii wielkiej księgi Insula a'ris.  Drugiego dnia Miroggo skupił się na pokazywaniu swoim rodzicom, jaki  jest uzdolniony i opanowany. Od samego rana dokuczał mamie, która pichciła w kuchni zupę z Pirum Umbra wbiegał do pomieszczenie zabierał coś ze stołu i uciekał, po drodze zmieniając postać na wilczą. Kiedy znudziła mu  się ta zabawa, postanowił poprzeszkadzać tacie który robił coś w swoim schowku, wchodził tam mocno ciągnął ojca za zwisający spód koszuli, i patrzył jak ten obraca się na swoim krześle. Ojciec chłopaka nie był zadowolony, w końcu złapał go uspokoił i powiedział:
- Jutro pójdziemy za wioskę, mam dla ciebie niespodziankę, tylko musisz wcześnie wstać.
- Tak ojcze, ze skruchą, odpowiedział młodzieniec.
Tymczasem przyszedł już wieczór, na niebie mocno widoczny był gwiazdozbiór Lupus, którego gwiazdy były tak naprawdę jedynymi widzianymi z wyspy, chłopak bardzo lubił je oglądać, jednak tego dnia był zbyt przejęty niespodzianką, więc szybko zasnął.







Cruento Mucrone
  Dziś Miroggo wstał przed świtem słońca, ubrał się w swój ulubiony strój, białą koszule, skórzaną kamizelkę, którą dostał od dziadka, czarne bojówki, i buty które pasowały do spodni. W pokoju było ciemno,więc postanowił wpuścić trochę światła z lampy przed domem otwierając okno. Podszedł do ściany, uchylił powoli okiennice, na dworze też było ciemno ale na twarzy poczuł powiew porannego  wiatru i przypomniał sobie że dziś czeka go niespodzianka. Zbiegł do pokoju rodziców w poszukiwaniu ojca, lecz tam zastał tylko śpiącą matkę, która cicho pochrapywała. Postanowił sprawdzić przed domem, było podobnie,  jak podejrzewał,  jego tata szykował coś w schowku, nie był jednak na tyle zajęty aby nie zauważyć syna.
Cześć młody, jesteś gotowy na wyprawę za wioskę?
Ale, tato musimy iść aż tak daleko nie mogę zobaczyć tej niespodzianki tutaj? -Przecież tam będziemy szli cały dzień!   Chłopak zaczął narzekać.
-Niestety nie, ale będziemy tam szli tylko kilka minut, zapomniałeś o swoich zdolnościach? Po ceremonii każdy z nas może biegać naprawdę szybko!  Najszybszemu w historii okrążenie wyspy zajęło tylko 15 minut, poza tym mamy jeszcze doskonały wzrok, ale to powinieneś już wiedzieć, żeby korzystać z tych zdolności wcale nie musimy przybierać postaci wilka, oznajmił mu ojciec.
 Po krótkiej rozmowie, spakowali się i ruszyli w drogę. Okazało się że syn był dużo szybszy od ojca. Gdy Miroggo dobiegł na skraj drogi prowadzącej za wioskę, odwrócił się i zobaczył, że jego ojciec jest dopiero w 1/4 drogi. Usiadł żeby poczekać, po kilku minutach znudziło mu się jednak czekanie i postanowił ułożyć na piasku swoje imię z kamieni. Po 10 minutach zabawy nareszcie dotarł jego tata.
  - Tato do kogo właściwie my idziemy, zpytał podrzucając jeden z kamieni, które przed chwilą układał, ale zanim zdarzył usłyszeć odpowiedź doszli przed wielką palmę kokosową, która chyba była czyimś domem. Z przodu były w montowane drzwi z bambusowych kijów, a po bokach wycięte okna. Ktoś kto mógł tam mieszkać naprawdę musiał być dziwakiem.
Bezi (tak miał na imię ojciec chłopaka) zapukał do drzwi, po chwili usłyszeli starczy głos.
- Kto znowu czego oni chcą, główka boli czy może świnka zdechła? Miroggo zaczął się śmiać.
- Zapraszam was do środka, usłyszeli ten sam głos, tylko tym razem brzmiący bardziej upiornie.
  Gdy weszli stanął przed nimi mężczyzna, który na oko miał około 350 lat, z długą siwą brodą, podpierający się na lasce, i ubrany w białą  szatę z czerwonymi wykończeniami. Miroggo od razu go poznał był to szaman ich plemienia. Teraz już wiedział po co tu go przyciągnęli, to w jego wieku samce dostawali topory od szamana. Rozejrzał się rzeczywiście na stole leżały już naszykowane różnego rodzaju miary. 
-Chłopcze podejdź tu, zobaczymy jak ma wyglądać twój topór, szaman skierował słowa do chłopca.
Miroggo powoli podszedł do stołu, zanim zdążył  o cokolwiek zapytać  szaman zdjął już wszystkie miary. 
-Teraz na topór będziesz musiał poczekać dwa tygodnie, oznajmił.
W tym momencie rozległ się hałas, coś poszybowało w stronę chłopca. Gdy szaman i ojciec spojrzeli na Miroggo, on już trzymał w dłoni topór. Nie była to jednak zwykła broń jaką najczęściej dostawali chłopcy w jego wieku,  był to topór o bardzo  nietypowej rękojeści i ostrzu,  które miało  specyficzny kształt. Na jego trzonku widniał napis  Cruento Mucrone.
-Co się stało, zapytał, zszokowany chłopak.
- Sam w to nie wierzę, ale ten topór wybrał ciebie, zrobiłem go na początku swojej kariery, dostałem kiedyś  z nim związaną wróżbę od swojego ojca... Nie jest on zwykłym ostrzem, do tego  żelaza z którego go wykułem dodałem krew ludzi, którzy napadli na naszą wyspę podczas wielkiej wojny. On ma niezwykłą moc. 
Szaman powiedział im pokrótce historię tej niezwykłej  broni.
-Ale nie niestety musimy się pożegnać, oznajmił, po czym zniknął.
 Miroggo wraz z ojcem wyszli z jego domu, i biegiem ruszyli do swojego.
 Tym razem biegli równym tempem. Kiedy chłopak wbiegł do domu pochwalił się matce nowym toporem,opowiedział co się stało, i pobiegł do pokoju gdzie schował go pod poduszkę. Rozebrał się umył i poszedł spać.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz